Czy można zorganizować wycieczkę bez pilota?

Ciesząc się luksusem 2 dni wolnych w środku sezonu od razu zabrałem się na uzupełnienie mojej długiej nieobecności na blogu – stąd aż 2 wpisy. Temat, który sam mi się ostatnio nasuwa to coraz częstszy brak obecności pilota podczas wycieczek, zarówno tych polskich, jak i zagranicznych. Koszt pilota przy grupie liczącej 40 osób jest znikomy a korzyści wiele. Czemu więc tak się dzieje?

Bardzo często uczestnicy wycieczek zastanawiają się czy można zorganizować wycieczkę bez pilota. Właściwie jest to możliwe. Gdy całość imprezy odbywa się bez większych zakłóceń, wtedy rzeczywiście wydaje się, że obecność pilota właściwie nie jest potrzebna. Gdy jednak pojawią się sytuacje nadzwyczajne; czy to natury organizacyjnej, czy medycznej bądź jakiejkolwiek innej, wtedy natychmiast doceniamy obecność pilota – szczególnie jego pomoc przy rozwiązywaniu pojawiających się problemów. Należy pamiętać także o atmosferze jaką jest w stanie stworzyć pilot w trakcie trwania imprezy. Korzystajmy więc z usług pilota wybierając się na wycieczkę.

Niejednokrotnie zdarzało mi się ‚gasić” nieprzewidziane sytuacje np. wtedy gdy ktoś w grupie potrzebował szpitalnej pomocy, gdy posiłek podany w hotelu, był nie taki jak powinien, gdy w drodze zepsuł się autokar lub gdy okazało się, że grupa ma duże opóźnienie i zarezerwowane atrakcje w kolejnych dwóch miastach na trasie.

Swego czasu, bardzo dawno temu, jeszcze w „ówczesnym’ systemie na czterodniowej wycieczce zmienialiśmy autokar pięć razy. Kolejna historia miała następujący przebieg. Wracaliśmy z byłej NRD do kraju i niemal każdy posiadał w swoim bagażu jakieś ponadnormatywne towary – kawę, papierosy, buty – tego typu produkty były ściśle reglamentowane i wolno było przewozić jedynie określoną w przepisach celnych ilość. Grupa ,którą pilotowałem stanowiła młodzież skupioną w Związku Młodzieży Socjalistycznej. W trakcie pobytu w programie przewidziane były „spotkania przyjaźni” z młodzieżą wschodnioniemiecką w zakładach pracy. Na tę okoliczność nasza delegacja udawała się w strojach organizacyjnych – białych bluzkach z czerwonymi chustami. Na ostatnim postoju przed dojazdem do granicy zaproponowałem, aby wszyscy założyli tenże strój organizacyjny co zostało przez wszystkich zaakceptowane. Na granicy w imieniu przewodniczącego grupy poinformowałem celnika, że stanowimy oficjalną delegację, która wraca z oficjalnej wizyty złożonej w partnerskim przedsiębiorstwie w Rostoku. Oczywiście o żadnej kontroli nie było już mowy a każdy z uczestników powrócił do domu z zakupami, które poczynił nieco ponad obowiązujące normy w byłej NRD.

Takich przykładów spróbuję przytoczyć jeszcze więcej aby potwierdzić moją tezę o opłacalności korzystania z usług pilota przy organizowaniu wycieczki. Tymczasem szykuję się już do kolejnej wycieczki – kierunek Gdańsk i Hel.

Marian

SONY DSC

Uczta na końcu Polski – „1001” ryb na Półwyspie Helskim

Wielokrotnie korzystałem z usług gastronomicznych  tej przesympatycznej tawerny. Właścicielka, Pani Anna Chwirot, zawsze  serdecznie witała mnie wraz moimi gośćmi w progu swego lokalu zapraszając  na pyszne jadło. Obsługa oczywiście miła i bardzo życzliwa, dania przygotowane smacznie i podane w estetyczny sposób. Polecam wszystkim, którzy odwiedzają Hel.

W pamięci pozostała mi wizyta jaką złożyliśmy w Maszoperii w ubiegłym roku z grupą turystów z Rosji. Stoły zastawione przekąskami z ryb. Grupa wcześniej zaliczyła 20 – kilometrową przejażdżkę rowerową, więc apetyty wszystkim dopisywały. Nikt nie przypuszczał, że przekąski były przygotowane jedynie na zaostrzenie apetytu. Podane były w tak dużych ilościach, że goście byli przekonani, iż stanowią one całość menu. Po konsumpcji owych przysmaków rozpoczęła się degustacja mocniejszych trunków. Właściwie nikt nie myślał już o jedzeniu, gdy pojawiła się na stole zupa – oczywiście rybna  – a następnie drugie dania – rybne i mięsne oraz deser. Po raz pierwszy byłem świadkiem biesiady, podczas której goście prosili, aby już więcej nie podawać do stołu, gdyż byli NAPRAWDĘ syci. Taka sytuacja zdarza się nieczęsto. Brawo dla Maszoperii. To najlepsza reklama jaką restauracja jest w stanie sama sobie wystawić.

Marian

maszoperia_hel