Jesień i zima nad Bałtykiem? Czy warto przyjechać po sezonie?

W Trójmieście zagościły właśnie pierwsze przymrozki – pierwsze poranne skrobanie szyby i pierwsze ścięte lodem powierzchnie kałuż. Czy to oznacza, że lepiej nad morze już nie przyjeżdżać? Myślę, że nie! Powodów jest co najmniej 6 żeby to właśnie zimą przyjechać do Gdyni, Gdańska lub Sopotu:

  1. Ceny noclegów są niższe
    Nie można się z tym nie zgodzić. Ot na przykład, willę lub hotel ze strefą SPA oraz basenem można znaleźć w tym czasie za cenę o której latem moglibyśmy tylko pomarzyć. Ośrodki oraz hotele często przygotowują też gotowe pakiety w których oprócz noclegu ze śniadaniem zawiera się oferta np. odnowy biologicznej.
  2. Muzea są mniej zatłoczone, a do niektórych wejścia są darmowe
    Tak samo jak w lecie jesienią i zimą muzea w Trójmieście są otwarte. Mamy tylko większą pewność, że nie będziemy musieli stać w kolejce po bilety lub zwiedzać razem z grupą szkolną, która chcąc nie chcąc jest dość hałaśliwa. Ponadto niektóre miejsca od listopada możemy zwiedzać bezpłatnie tj. np. Bazylikę Mariacką w Gdańsku czy molo w Sopocie. Nie jest to kusząca opcja? A jeśli chodzi np. o fokarium w Helu? Możemy mieć pewność, że zimą nie będzie tłumów spomiędzy których czasem trudno dostrzec jak trenerzy karmią te bałtyckie ssaki.
  3. Na plażach i terenach rekreacyjnych jest spokojnej
    Jeżeli chcemy usłyszeć wyłącznie szum fal, krzyki mew i śpiew ptaków to niestety lato nad morzem najlepszym pomysłem na obcowanie z naturą nie będzie. Poza sezonem możemy w skupieniu i ciszy podziwiać piękno nadmorskiej natury. Kolorowe liście jesienią np. w okolicy Rezerwatu Kępa Redłowska  lub zamarznięte fale zimową porą w  rejonie bulwaru nadmorskiego w Gdyni potrafią przyprawić o zachwyt. Na uwagę zasługuje również największy gdański park  –  Park Reagana oraz przylegające do niego plaże w Jelitkowie oraz Brzeźnie. Można tam spacerować godzinami, raz plażą, raz między drzewami. Oceńcie sami:
  4. W powietrzu unosi się więcej jodu wzmacniającego nasz organizm
    Morze Bałtyckie zalicza się do mórz o wysokim stopniu nasycenia jodem. Czemu z tego nie skorzystać? A najwyższe stężenie tego pierwiastka występuje w morskim powietrzu w okresie kiedy morze jest wzburzone, czyli właśnie w sztormowym, jesienno-zimowym czasie.
    Jod jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego oraz tarczycy i wszystkich regulowanych przez nią procesów tj.  praca serca czy utrzymanie właściwego poziomu cholesterolu. Właściwa  praca tarczycy dodatnio wpływa na nasz wygląd (włosy, skóra, paznokcie)  a także poprawia zdolność koncentracji. Dodatkowo pierwiastek ten wspomaga leczenie niektórych chorób, jak choroby wieńcowe, czy wirusowe. Czy trzeba wymieniać więcej?
  5. Brak smogu w okresie jesienno – zimowym
    Sam Gdańsk liczy sobie ok. 460 tys. mieszkańców, a cała aglomeracja trójmiejska ok. 750 tys. jednak zjawisko smogu występuje tutaj bardzo rzadko. Zawdzięczamy to przede wszystkim położeniu geograficznemu w bliskości morza. Dzięki niemu w naszym rejonie występuje intensywna cyrkulacja powietrza. Może warto przyjechać i odetchnąć pełną piersią?
  6. Można spróbować morsowania
    Jeżeli nie masz schorzeń kardiologicznych to prawdopodobnie nie ma żadnych przeciwwskazań żeby spróbować hartowania w lodowatej wodzie w towarzystwie doświadczonych morsów skupionych w trójmiejskich klubach. Dowiedz się kiedy odbywa się kolejna kąpiel i do dzieła! 🙂

Małgosia

 

Polowanie na daniele – jaka w tym wszystkim rola pilota?

Po wielu, wielu latach udało mi się ponownie brać udział w obsłudze polowania; tym razem na daniele. Teraźniejsza wyprawa miała miejsce w lasach otaczających Jezioro Czarne, w gminie Osiek.

jezioro-czarne-gmina-osiekTo znaczy – ja bezpośredniego udziału w „strzelaniu do zwierza” nie biorę, ale przeżywam atmosferę polowania na równi z myśliwymi. Moja rola polega na tłumaczeniu oraz wykonywaniu prac biurokratycznych tj. wypełnianie protokołu, ważenie poroża itd.

Przede wszystkim jednak, pobyt w leśniczówce porównać mogę do pobytu w sanatorium – bardzo dobre jedzenie, zbieranie grzybów, jazda rowerowa po leśnych ścieżkach i miłe rozmowy.

Zewsząd panuje dobra atmosfera i ….. zapach lasu. Zaprzyjaźniłem się też natychmiast ze zwierzyną domową mieszkającą w leśniczówce – trzema psami myśliwskimi i kilkunastoma kotami.

w-lesniczowce-grzyby

Ja także mogę pochwalić się swoistym trofeum – w ciągu jednej godziny nazbierałem pełen kosz grzybów. W planie mam codzienne wyjście na grzyby. Dzisiejsze suszą się już na kaloryferze. Poza tym nadrabiam zaległości; odpisuję na e-maile; szczególnie te, które nie miały związku z pracą – życzenia do znajomych i w ogóle odpowiedzi, na które co niektórzy z moich przyjaciół czekali już od bardzo dawna. Wszystko odbywa się wreszcie spokojnie, bez ciągłego spoglądania na zegarek.

Tego typu praca to dla mnie po prostu szczególna forma wypoczynku. Wszystkim pilotom wycieczek i przewodnikom turystycznym życzę takiego „urlopu” co najmniej raz w roku – najlepiej po sezonie. 🙂

polowanie-na-daniele

Darzbór!

Marian

Szlakiem gdańskich legend – zwiedzanie miasta dla najmłodszych

Mogłoby się wydawać, że wycieczki z dziećmi są najmniej wymagające, ponieważ nie trzeba wykazać się  tak specjalistyczną wiedzą jak podczas oprowadzania grupy dorosłych, którzy niejednokrotnie mogą mieć wykształcenie związane z naukami historycznymi czy np. architekturą.  Trudność jeżeli chodzi o grupy najmłodszych  – przedszkolaki i dzieci z klas wczesnoszkolnych  polega na czym innym.

Dzieciom trzeba przekazać informacje na tyle prosto, aby mogły je zrozumieć i na tyle ciekawie, aby się nie nudziły. Jaka jest przyjemność z wycieczki kiedy po 30 minutach spędzonych z przewodnikiem widać że 3/4 dzieci najchętniej wróciłaby do autokaru?

Zwykły spacer po starówce można urozmaicić na kilka sposobów np. opowiadając dzieciom gdańskie legendy. Jeżeli zrobimy to w energiczny i plastyczny sposób najmłodsi na pewno nie będą się nudzić. A trzeba pamiętać, że największą popularnością cieszą się legendy z nutką grozy. Takich opowieści o Gdańsku nie brakuje. Weźmy np. legendę o olbrzymie Stolemie i gdańskich kulach na przedprożach. stolem gdańskie kule przeproża

Można przygotować quiz o Gdańsku na skojarzenia, grę miejską czy np. warsztaty z własnoręcznym wykonaniem pamiątki z Gdańska.

gansk szlakiem legend

Dzieci dużo więcej więcej wyniosą z kreatywnych lekcji, ponieważ będą słuchały z uwagą. Powodzenia i weny w tworzeniu programów dla młodych turystów!  🙂

Małgosia

 

Gdyńskie murale – gdy klasyczne zwiedzanie „nie wchodzi w rachubę”

Bywają sytuacje w pracy przewodnika, gdy zmuszony jest znaleźć coś nieprzeciętnego w typowym programie zwiedzania. Np. gdy mamy grupę osób indywidualnych w różnym przedziale wiekowym. Często preferencje rodziców nie są zbieżne z zainteresowaniami dorastających dzieci dlatego, dla „młodych” trzeba znaleźć coś ekstra; coś co odbiega od klasycznych atrakcji. Myślę, że udało mi się coś takiego znaleźć. Właściwie jest to zasługa naszej koleżanki Małgosi, która pracuje z nami w biurze i zajmuje się także, „technicznym” opracowaniem niniejszego bloga, za co chciałbym jej w tym miejscu, korzystając z okazji serdecznie podziękować.

Otóż, Małgosia, będąca aktualnie mieszkanką Gdyni, zaproponowała, aby gościom pokazać malowidła na fasadach domów, tzw. murale, które można zobaczyć w okolicach ulicy Waszyngtona (i nie tylko!). Wystarczy tylko nieco zboczyć z klasycznej trasy zwiedzania i znaleźć się w zupełnie innej Gdyni. Muszę się przyznać, że nigdy tych miejsc nie odwiedzałem ani sam ani tym bardziej nie prowadziłem tam grup turystycznych. Wykonałem przed kilkoma dniami rekonesans w miejscach gdzie spotkać można cały szereg murali wykonanych przez artystów z całego świata i jestem naprawdę pod wrażeniem zarówno wielkopowierzchniowych form, jak i bardzo awangardowej treści obejrzanych rysunków. Co warto jednak zauważyć część prac nawiązuje do historii związanych z Gdynią i jej morskim dziedzictwem. Ot np. ten mural po prawej obrazuje historię z 1969 roku, kiedy to w porcie gdyńskim miało miejsce wodowanie niezidentyfikowanego obiektu latającego (UFO) . Sprawą zajęła się milicja oraz funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Świadkom nakazano zachować milczenie, jednak takiej sensacji nie udało utrzymać się w tajemnicy. Być może nigdy już nie dowiemy się co to był za obiekt:P

murale Gdynia

Przyznać muszę, że teren który opisuję  nie należy do specjalnie do wizytówki tego miasta – pełno tutaj ruder, nieposprzątanych podwórek; ogólnie bardzo zaniedbana sceneria. Jednak dzięki muralom ta część miasta nabrała specyficznego, nieco surrealistycznego wyglądu.

murale Gdynia graffiti

Zresztą, najlepiej będzie jak namówię państwa do odwiedzenia tych zakątków Gdyni. Na zachętę dołączyłem  kilka zdjęć.

Miłego spaceru i odkrywania „innej” Gdyni.

Marian

Jak przygotować grupę na zwiedzanie miejsca zbrodni? – Piaśnica (pow. pucki)

Korzystając z wolnych weekendów w okresie przedsezonowym, przeznaczam przynajmniej niektóre z nich na przypominanie i odwiedzanie miejsc do których stosunkowo rzadko przybywam z grupami a które są często ważne, ciekawe i warte obejrzenia.

Jednym z takich miejsc są lasy piaśnickie, gdzie znajdują się groby w których spoczywają pomordowani przez Niemców Polacy z Pomorza. Zbrodnia ta została dokonana w pierwszych miesiącach wojny, na przełomie września i października 1939 roku.

Jest to bardzo smutne miejsce i przyjazd tutaj z gośćmi jest bardzo traumatycznym przeżyciem. Dlatego należy wcześniej przygotować psychicznie i emocjonalnie osoby, którym chcemy to miejsce pokazać. Wizyta w Piaśnicy, podobnie jak w inne miejsca kaźni – Stutthof, Majdanek, Auschwitz, musi być poprzedzona omówieniem sytuacji i przyczyn które doprowadziły do tak okrutnego bestialstwa, jakiego dopuścili się Niemcy w tych miejscach. Koniecznie należy dogłębnie wyjaśnić turystom istotę zbrodniczej ideologii, faszyzmu niemieckiego, która doprowadziła do eksterminacji innych, podbitych przez Niemcy hitlerowskie narodów. Dopiero po takim bardzo trudnym, przygotowaniu możemy przywieść turystów do tego typu miejsc. Gdy już się tam znajdziemy, proponuję jak najmniej komentarzy, gdyż groby, które zobaczymy, same przez się mówią i pokazują ogrom nieszczęścia jaki się, jak na ironię losu, w tych pięknych piaśnickich lasach dokonał.

Koniecznie należy przywieść ze sobą wiązankę kwiatów, które złożymy na którymś z napotkanych zbiorowych grobów bądź pod poświęconym pomordowanym pomnikiem.

Gdy przybędziemy z grupą osób wierzących, np. z pielgrzymką, możemy zatrzymać się na krótką modlitwę przy znajdującej się wśród grobów kaplicy .

Piaśnica powiat pucki

NIGDY WIĘCEJ WOJNY !!!

Marian

Mało polityki podczas zwiedzania a Okrągły Stół i Lech Wałęsa

Następnym szkoleniem w którym wziąłem udział w tym sezonie odbyło się w Europejskim Centrum Solidarności. Dotyczyło spraw związanych z obradami OKRĄGŁEGO STOŁU, jakie miały miejsce w okresie bezpośrednio poprzedzającym czasy transformacji ustrojowej Polski pod koniec lat osiemdziesiątych.

Przybyłych na szkolenie przewodników z tematem rozmów przy okrągłym stole zaznajomił uczestnik obrad Aleksander Hall – historyk, założyciel i lider opozycyjnego Ruchu Młodej Polski, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, nauczyciel akademicki. Wykład Profesora był bardzo interesujący i z wszech miar godny zaprezentowania w środowisku przewodnickim Gdańska.

Temat okrągłego stołu pojawia się i wywołuje emocje w oprowadzanych przeze mnie grupach po ECS-ie, terenach postoczniowych i przy pomniku Poległych Stoczniowców.

Lech Wałęsa ECS Marian Fifielski

Okrągły Stół, w mojej ocenie, dzieli dotychczas nasze społeczeństwo i tak już zapewne pozostanie. Istotą kontrowersji jest fakt, że obrady w których brali udział przedstawiciele ówczesnej władzy i opozycji, doprowadziły do kompromisu, czyli wypracowano pewien, wzorcowy model demokratyzacji władzy bez uciekania się do metod siłowych. Oczywiście, takie postępowanie wiązało się z tym, że każda ze stron musiała pójść na pewne ustępstwa. Dzięki takim rozwiązaniom, nie doszło do krwawej walki, nie doszło do ofiar, ale żadna ze stron nie osiągnęła „pełnego’ zwycięstwa. To zaś wywołało pewien niedosyt zarówno wśród rzeszy opozycjonistów pragnących całkowitego rozliczenia z ludźmi dotychczas sprawującymi władzę, jak i tych, którzy tą władzą, przynajmniej częściowo, musieli się podzielić.

Na takim ewolucyjnym sposobie zmian zyskało natomiast społeczeństwo, gdyż zmiany społeczno – polityczne jakie nastąpiły w owym czasie w Polsce nie doprowadziły do bratobójczego rozlewu krwi i stały się wzorcem do tworzenia podobnych „mebli” w pozostałych państwach wschodniej Europy.

Są to trudne tematy, z którymi w swojej pracy musi poradzić sobie przewodnik. Udział w spotkaniach tego typu poszerzają zakres wiedzy na tego typu tematy, którą możemy w praktyce wykorzystać, gdy będąc na sali w Europejskim Centrum Solidarności, gdzie znajduje się model okrągłego stołu przychodzi nam wyjaśniać oprowadzanym przez nas turystom, zawiłe meandry politycznych wydarzeń tamtych czasów.

Kończąc ten trudny, „polityczny” wątek, ze swojej strony polecam moim koleżankom i kolegom przewodniom, aby przy takich kontrowersyjnych tematach, podawali jak najwięcej obiektywnych faktów i nie wdawali się w polityczne dysputy z uczestnikami wycieczki, gdyż jak wspomniałem, OKRĄGŁY STÓŁ to symbol KOMPROMISU i najlepiej gdy nie spowoduje „podziałów” w oprowadzanej grupie turystów a nas nie postawi po jednej ze stron – bo on po prostu żadnych stron nie posiada – jest okrągły.

Na koniec moja dobra rada. Jeśli chcemy zachować miłą, przyjazną atmosferę z wszystkimi uczestnikami wycieczki, to jak najmniej „polityki” ze strony przewodnika. Proszę nie zapominać, że „dwóch Polaków tworzy trzy partie”

Dla Gości zagranicznych tak czy owak symbolami tamtych lat związanych z walką o wolność polityczną w naszym kraju pozostają dwa nazwiska – symbole – Jan Paweł II i Lech Wałęsa.

Marian

Jan Paweł II i Lech Wałęsa

P. S. To jest chyba moja najdłuższa „polityczna” wypowiedź, jaką w życiu udało mi się do tej pory popełnić.

Rutyna w pracy pilota / przewodnika – jak zapobiegać ?

Przewodnik bądź pilot wycieczek jest wręcz zobowiązany do permanentnego podnoszenia poziomu swojej wiedzy, w szczególności w zakresie, który przekazuje oprowadzanym przez siebie gościom.

Aby sprostać tym  zasadom, staram się nie uchylać od tego zawodowego obowiązku. W przeciwnym wypadku możemy popaść w bardzo niebezpieczną pułapkę, zwaną RUTYNĄ. Niestety, turyści z którymi pracujemy natychmiast zorientują się czy przekazujemy wiadomości z pasją, autentycznie, czy nie. Aby nie poddać się tej niebezpiecznej w naszym fachu „chorobie zawodowej”, staram się w miarę możliwości czasowych brać udział w szkoleniach, prelekcjach, seminariach, które odbywają się cyklicznie w wielu ośrodkach szkoleniowych w Gdańsku. Najbardziej do tego celu służą miesiące zimowe (tzw.posezonowe), gdy dysponujemy większą ilością czasu.

Wczoraj miałem okazję wziąć udział aż w dwóch szkoleniach.

Pierwsze zorganizowało kierownictwo muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk. Bardzo gorąco polecam wizytę w tym miejscu wszystkim, którzy na terenie Gdańska parają się turystyka.

VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310W

 Właściwie, uściślając, polecam wizytę w każdym trójmiejskim muzeum, szczególnie przewodnikom, corocznie – przed sezonem turystycznym. Po prostu należy być na bieżąco z wieloma wystawami, które mają charakter czasowy. Nie można przecież przyjść z gośćmi do muzeum i stwierdzić, że wystawy stałe, to owszem są mi znane i mogę Państwu je omówić, ale tych czasowych to raczej już nie, gdyż ostatnim razem jak tu byłem to w tym miejscu oglądałem – zupełnie coś innego. To jednak tylko mała dygresja.

Wracając do Strefy Historycznej Wolnego Miasta Gdańska – to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat życia w Gdańsku w okresie międzywojennym, gdy Gdańsk był „gdańskim” miastem. Do tego bardzo dużo ciekawych, autentycznych eksponatów z tamtych czasów.

Prelegent, bardzo ożywił informację o muzeum ciekawymi anegdotami kulinarnymi i … poczęstował nas daniami kuchni gdańskiej w tym … jajecznicą z piklingiem (śledź wędzony w całości).

pikling

Wrażenia z drugiego szkolenia przekażę następnym razem. 🙂

Marian

Networking w turystyce – aktywność społeczna w życiu pilota wycieczek/ przewodnika

Uważam, że osoby parające się turystyką powinny angażować się w życie społeczne środowiska w którym żyją. Szczególnie piloci wycieczek a także przewodnicy winni się charakteryzować asertywnością w kontaktach międzyludzkich. Udzielanie się w organizacjach, klubach i stowarzyszeniach idealnie temu sprzyja.

Z jednej strony można w ten sposób poznać problemy środowiska a z drugiej jest to okazja do nawiązywania relacji międzyludzkich. Często osoby z tych środowisk są naszymi potencjalnymi gośćmi; biorą udział w wycieczkach, które pilotujemy bądź oprowadzamy jako przewodnicy.

Dlatego też namawiam przewodników i pilotów do współpracy i uczestnictwa w istniejących na terenie Gdańska i regionu organizacjach. Wielu z nas to członkowie m.in. : Gdańskiej izby Turystyki, Gdańskiej i Pomorskiej Organizacji Turystycznej, PTTK, Stowarzyszenia Przyjaciół Katedry Oliwskiej, Zrzeszenia Kaszubsko – Pomorskiego, Pracodawców Pomorza, Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” itd.

Ja również staram się w miarę możliwości, i na ile pozwala mi czas wolny, współuczestniczyć przynajmniej w niektórych z nich.

Jako że, oprowadzam i pilotuję wycieczki z turystami niemieckojęzycznymi, włączyłem się w działalność Gdańskiego Towarzystwa Polska – Niemcy. W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie noworoczne, które było również okazją do podsumowania działalności za rok ubiegły. Uczestnictwo w tym stowarzyszeniu jest szczególnie cenne, gdyż w ramach różnych działań prowadzi także sekcję turystyki i krajoznawstwa, której działalność skorelowana jest z moją profesją. Dodatkowo uczestnictwo w jej pracach pozwala na podnoszenie kwalifikacji z zakresu fachowego języka niemieckiego. Nie wspomniałem jeszcze o bardzo przyjemnej atmosferze, która panuje na tych spotkaniach oraz o gościach, którzy zaszczycają swoją obecnością spotkania. Na ostatnim zaproszonymi gośćmi byli: Pani Cornelia Pieper, Konsul Generalny Konsulatu Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku oraz Pan Maciej Buczkowski p.o. Dyrektora w Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańska do spraw rozwoju kontaktów Miasta z zagranicą.  Po części oficjalnej spotkanie umilił występ muzyczny uczniów ze szkoły muzycznej w Gdańsku. Uczniowie zaśpiewali kilka piosenek polskich i niemieckich kompozytorów. Wysoki poziom zaprezentowanych utworów został nagrodzony dużymi brawami przez uczestników spotkania.

TPN Gdańsk

 

Serdecznie zapraszam wszystkich pilotów wycieczek i przewodników do zaangażowania się w działalność społeczną swojego środowiska!

Marian

 

Pilot wycieczek „kaznodzieją”?

Co może przytrafić się pilotowi wycieczek?  Możliwości jest tyle, ile jest wycieczek i jej uczestników 🙂

W ubiegłym roku pilotowałem dużą grupę księży ewangelickich, którzy złożyli wizytę w Gdańsku. Poza standardowym programem; zwiedzanie miasta itd. goście udali się na niedzielne nabożeństwo do kościoła ewangelickiego w Sopocie.

O tym fakcie nie był wcześniej poinformowany pastor, który przewodził nabożeństwu. Problem polegał na tym, że pochodził on ze Śląska Cieszyńskiego i nie znał języka niemieckiego. Zależało mu jednak, aby godnie przywitać gości i zaznajomić ich z treścią kazania. Niemożliwe było na bieżąco tłumaczyć kazania, z tej prostej przyczyny, że obaj nie zmieścilibyśmy się na ambonie. W ekspresowym tempie podjęliśmy następującą decyzję. Gdy pastor będzie sprawował początkowe modlitwy, ja przeczytam i zrobię notatki po niemiecku do tekstu, który miał być tematem do rozważań na kazaniu. Był to fragment Ewangelii św. Łukasza rozdz. 10 – 30. Gdy pastor głosił kazanie, ja „na kolanie” przygotowałem własny komentarz do w/w tekstu. Następnie zamieniliśmy się miejscami. Wszedłem na ambonę i po przywitaniu szanownych gości wygłosiłem „moje” kazanie.

Nie muszę nadmieniać o tremie jaka mnie ogarnęła w trakcie głoszenia mojego Słowa Bożego do Braci Luteran.

Po skończonym nabożeństwie jeden z niemieckich pastorów najpierw pogratulował mi „występu” a następnie zapytał się mnie, czy jestem chrześcijaninem wyznania luterańskiego. Gdy odpowiedziałem u, że jestem członkiem kościoła rzymsko katolickiego , nieco się rozczarował. Miał bowiem zamiar, po wysłuchaniu mojego kazania, zaprosić mnie do swojej parafii abym tam mógł pracować jako kaznodzieja.

Jak z powyższego wynika, pilot wycieczek jest niekiedy postawiony przed bardzo nietypowymi zadaniami, którym oczywiście musi sprostać, aby nie „zawalić’ imprezy.

P.S. Na dowód moich kaznodziejskich występów dołączam fotkę, która przysłał na mój adres wcześniej wspomniany niemiecki pastor.

Sopot, kościół ewangelicki Marian Fifielski

Poniższy artykuł napisałem zainspirowany tygodniem modlitw o jedność Chrześcijan – jako niewielki wkład w to szczytne dzieło pojednania.

Marian

Nowy Rok 2016 z niemiecką grupą

Od wielu już lat w Sylwestra obsługuję grupy, które przyjeżdżają powitać Nowy Rok do hotelu w centrum Gdyni. Za każdym traktuję tę pracę jako bardzo miłe i przyjemne przeżycie. Tak było i w tym roku 🙂

DZIEŃ 1 Spotkanie i przywitanie z gośćmi nastąpiło w autokarze na parkingu hotelowym.  Była to typowa grupa niemiecka – emeryci w przedziale wiekowym 60 – 70 lat. Reakcją na moje przedstawienie się były uśmiechy, przyjemne gesty i słowa. Kierowca również okazał się bardzo sympatycznym i bezpośrednim facetem. Pierwsze lody zostały przełamane. Wyczułem, że impreza będzie udana.

Po szybkim i sprawnym podziale pokoi, krótka przerwa na mały relaks i spotkanie przy kolacji. W restauracji czekał na nas bardzo obfity i bogaty bufet szwedzki + zimny „Żywiec”, który jeszcze bardziej rozluźnił i poprawił humory turystów. Po kolacji dało o sobie znać zmęczenie. Gdy po godzinie żegnałem się z grupą, niemal wszyscy udali się na spoczynek.

DZIEŃ 2 Rankiem następnego dnia – spotkanie przy śniadaniu. Goście głośno chwalą wyśmienite menu. Brawo dla szefa kuchni. Apogeum pochwał to kolacja sylwestrowa. Tak dobrej kuchni NAPRAWDĘ się nie spodziewano; do tego napoje, w tym „wyskokowe” – all inclusive.

Po śniadaniu zaplanowano wycieczkę po Trójmieście. Ranek przywitał nas dużym mrozem jednak spacer po molo w Sopocie, deptaku i plaży po naprawdę dobrym śniadaniu bardzo przypadł do gustu turystom.
Następnie przejazd do Gdańska. Chłód coraz bardziej dawał się we znaki – dlatego zwiedzanie ograniczyłem do najbardziej istotnych miejsc. Po zapoznaniu się z gdańska starówką – czas wolny na małe „co nieco” z gorącą herbatą i powrót do hotelu.

Popołudnie przeznaczone na wypoczynek i przygotowanie kreacji na bal.

Punktualnie o 20.00 wprowadziłem grupę na salę balową. Stoły przygotowane były bardzo elegancko – jak na bal sylwestrowy przystało. Brawo dla organizatorów !

sala sylwestrowa gdynia

Mnie osobiście brakowało orkiestry. Bawiliśmy się przy dyskdżokeju. Goście byli o tym wcześniej poinformowani, dlatego nie wnosili o to pretensji.

Po gorącej kolacji i kilku toastach zaczęła się prawdziwie szampańska zabawa. Parkiet zapełnił się tańczącymi parami. Moi goście, mimo swojego wieku wykazywali się niebywałą aktywnością taneczną.

sala nowy rok 2016

Czas do powitania nowego roku minął jak „z bicza strzelił”. Równo o 24.00 wzniesiono toast noworoczny a na placu przed hotelem rozpoczął się wspaniały pokaz fajerwerków zorganizowany przez miasto – brawo dla włodarzy Gdyni. Zachwyt wśród naszych gości nie miał końca. Stwierdzili, że Gdynia musi być bardzo bogatym miastem, gdyż w ich rodzinnych miejscowościach nie widzieli tak dużych pokazów pirotechnicznych. Uważali, że dla władzy w ich miastach jest to zbyt drogie. Tutaj wyszła na wierzch nasza „ułańska fantazja” na tle niemieckiego „racjonalizmu”.

fajerwerki gdynia 2016

Reasumując; zachwyt w oczach Niemców był nie do opisania. Niestety, następna cecha Niemców – praktyczność – dała o sobie znać w niecałą godzinę po powitaniu Nowego Roku. Naszych gości po prostu nie było już na sali – udali się na spoczynek, bo przecież rano jest w programie śniadanie a w południe zaplanowany jest spacer po Gdyni.

Natomiast polscy uczestnicy balu oraz my – moja żona z bratem i jego małżonką bawiliśmy się dalej na „polską nutę”. Muszę się jednak przyznać, że na spacer noworoczny w  południe niemal się nie spóźniłem a pierwszym posiłkiem był       „późny podwieczorek”.

DZIEŃ 3 Spacer po Gdyni  bardzo się udał. Najpierw wjazd kolejką na Kamienną Górę a następnie podziwianie panoramy portu, miasta, zatoki aż po Hel a następnie przechadzka po plaży. Idąc brzegiem natknęliśmy się na kąpiel „morsów”. Na ten widok zrobiło się nam naprawdę zimno. Mróz nie odpuszczał. Dlatego po krótkim spacerze po Skwerze Kościuszki udaliśmy się do hotelu na „grzańca”.

DZIEŃ 4 Rankiem następnego dnia pożegnałem się z uczestnikami imprezy. Odniosłem wrażenie, jakby wycieczka trwała co najmniej tydzień a nie raptem trzy dni. Jednak pozostały mi bardzo miłe wspomnienia i zdjęcia , których w tym roku zrobiłem wyjątkowo dużo.

Mam nadzieję, że następny rok przywitam w podobnie miły sposób.

Wszystkiego dobrego w Nowym 2016 Roku !!!

Marian